Zapiski z wakacji – Hiszpania, Costa Blanca

Zapiski z wakacji – Hiszpania, Costa Blanca

Dziś otwieram przed Wami to, czego zawsze najbardziej strzegę. Miejsce pełne tajemnic, łzawych historii, emocji i niesamowitych zwrotów akcji w moje głowie. Mój pamiętnik. Takich Pamiętników z Wakacji jeszcze nie widzieliście! 😉

***

Jest wrzesień, a ja właśnie leżę na hiszpańskiej plaży. Słońce lekko podszczypuje mi plecy, a morski wiatr tarmosi włosy. To jedna z tych chwil, kiedy szczęście wydaje się niesamowicie proste. Wystarczy „tylko” uciec tysiące kilometrów od swoich problemów, zwiać od codziennego życia, pić sangrię do śniadania i na zmianę zakopywać stopy w piasku i opłukiwać je w słonym morzu. Jestem dziś szczęśliwa. Tym rodzajem szczęścia, które nie wyrywa serca z piersi ani nie kradnie oddechu. Tym rodzajem szczęścia, które pozwala złapać oddech i uspokoić serce. I choć na chwilę pozwala naiwnie wierzyć, że może dałoby się już tak zawsze?

***

Dziś ciężko mi uwierzyć, że tam gdzieś daleko czeka na mnie życie. Praca, obowiązki, problemy. Większość kłopotów wydaje się być jakimś wyimaginowanym psikusem mojej głowy. Ponurym żartem, który blaknie i znika zupełnie w gorącym słońcu Hiszpanii. Problemy są daleko, a ja jestem tu i teraz. W dodatku silniejsza niż kiedyś. Dziś czuję i wierzę, że dam radę. Ale jeszcze nie dziś. Nie teraz. Bo teraz nic nie muszę. Tylko oddychać głęboko i pozwolić promieniom słońca usiąść mi na nosie.

***

Mogłabym tak żyć. Chciałabym tak żyć. Życie okazuje się zaskakująco proste, gdy ograniczy się je do spacerów brzegiem morza i patrzenia w niebo. Naiwnością byłoby wierzyć, że można tak zawsze. Ale kiedy się udaje chociaż na chwilę, trzeba trochę zapominać. Dziś nie pamiętam, jakie myśli wbijały mi szpile pod powieki, nie pozwalając zasnąć. Nie pamiętam, jakie potwory w środku nocy chwytały mnie za nieostrożnie wystawioną spod koca stopę. Dziś łatwo nie pamiętać. Dziś łatwo grać w tę grę. Dziś marzenia wydają się być bliżej, dosłownie kilka centymetrów od opuszków moich palców.

***

Dziś odwiedziliśmy Alicante, jest naprawdę pięknie. Widoki za wzgórza świętej Barbary ukradły mi oddech na kilka sekund, a ja starałam się nie obserwować ich tylko zza ekranu smartfona. Idealny photo spot jest przecież czymś więcej niż ujęciem, które warto zatrzymać na fotografii. Zatrzymuję kilka widoków tylko dla siebie, wciskam przycisk stop i mówię do Adama: „Chodź się zachwycić”.

zapiski z wakacji

***

Zawsze jak odwiedzam piękne miejsca, mam nadzieję, że wreszcie będę pełna inspiracji. Wymyślę genialny tekst. Pomysł na książkę. W końcu znajdę sposób, jak podbić świat. A  potem patrzę na ten świat u mych stóp i wydaje mi się, że mam go w garści. I że chwilowo nic mi już nie trzeba. A może po prostu znalazłam całkiem zgrabny eufemizm na lenistwo.

***

Jesteśmy tu już tak długo, że powoli czuję, a raczej pozwalam sobie ulec iluzji, że tutaj mieszkam. W większości gotujemy sami, wiemy już, gdzie kupimy najtańsze owoce morza, gdzie dobre i niedrogie pomidory, a gdzie pyszny świeżo wyciskany sok z pomarańczy. Ostatnio znaleźliśmy drogę na skróty do plaży. Wiem, który przystanek, gdzie i dokąd, a który sąsiad ma uroczego choć szczekliwego pieska, a który wieczorami słucha muzyki. Mieszkańcy naszego osiedla witają nas wesołym ¡Hola! A ja wstaję rano, zerkam na morze za oknem i zastanawiam się, jak mam ochotę spędzić ten dzień. Cudowna iluzja życia. Miło w nią uwierzyć chociaż przez ten krótki czas.

***

Dziś wybraliśmy się na małą wysepkę o nazwie Tabarca. Cisza, spokój i piękne widoki. Pozwoliliśmy sobie zagubić się w małych uliczkach. Kąpaliśmy się w zatoczce wyglądającej jak z tych wszystkich filmów, gdzie myślisz sobie „cudownie byłoby tam być”. I chociaż płynęliśmy katamaranem z innymi turystami, na miejscu wcale nie było widać ich wielu. Może to zasługa września. Dawno nie byłam w tak cichym miejscu. Znaleźliśmy samotną plażę i kąpaliśmy się nago w turkusowej wodzie. Jak w jakimś filmie. A jednak życie czasem tak wygląda.

zapiski z wakacji

***

Nie wierzę, właśnie widziałam na żywo delfiny! Zawsze o tym marzyłam! Jeden Pan z załogi statku zawołał wszystkich i choć początkowo jego „Dolfin” brzmiało dla mnie bardziej jak „Coffee”, więc leniwie pokiwałam głową („Delfiny? A nie dzięki, niejedno w życiu widziałam, delfiny nie robią na mnie wrażenia”), to już po chwili pędziłam na dziób statku, potykając się na schodach, na miejsce wkroczyłam więc z gracją na czworaka, ale o matko było warto! Stadko pięciu delfinów wesoło skakało przy samym statku! Na początku chwila ciszy i oczekiwania, silnik został wyłączony i kiedy myślałam, że już pewnie odpłynęły, nagle tuż przed moim nosem 5 delfinów wyskoczyło z wody, układając się w krąg. Coś niesamowitego! Krzyczałam jak dziecko z dziesiątką innych pasażerów. Nasze okrzyki radości płynące w różnych językach, ta jakaś dziwna chwila połączenia i zbiorowego entuzjazmu to było coś naprawdę niezwykłego. Siedzę teraz i płaczę ze szczęścia, bo spełniło się jedno z moich marzeń. Dziś już nic mi więcej nie trzeba.

***

Dziś spędziliśmy cały dzień na plaży. Pływaliśmy trochę na dmuchanej lamie, a nawet na chwilę przysnęliśmy, uśpieni szumem fal. Mam wrażenie, że ten wpis brzmi jak z pamiętnika małej dziewczynki, ale może właśnie o to na wakacjach chodzi. Żeby choć na chwilę znaleźć w sobie małe dziecko. Skakać na falach, bo ma się ochotę. Zbierać muszelki, bo ładne. Nie myśleć, co jutro i nie pytać, która godzina. Pora na śniadanie jest wtedy, gdy zbudzi nas słońce i pusty żołądek. Pora na obiad, gdy zmęczeni zabawą przypomnimy sobie, że trzeba coś jeść. Dziś nie chodzi mi o nic więcej, a jakoś dziwnie czuję, że mam wszystko.

***

Odwiedziliśmy Benidorm. Odrobinę rozczarowałam się, że widokowy taras, który chciałam zobaczyć, był akurat w remoncie. Mieliśmy jednak wystarczająco dużo czasu na plażowanie i kąpiele w morzu. Benidorm bywa nazywany hiszpańskim Manattanem, bo tuż z morza wystrzelają wysokie budowle. Trochę się maleńka czułam wśród tej wielkomiejskości.

***

Dziś już ostatni, pełny dzień w Hiszpanii. Jutro obudzę się jeszcze tutaj, ale położę się spać we Wrocławiu. Póki co leżę na plaży i staram się wypierać ten fakt.

***

Wczoraj spędziliśmy fantastyczny wieczór, a dziś łapiemy ostatnie promienie słońca. O 20.40 startuje nasz samolot do rzeczywistości. Będę tęsknić Hiszpanio. Będę tęsknić piękna iluzjo życia. Ale hej, skoro ta iluzja jest częścią mojego życia, to może nie jest tak źle?