Życie to nie wyścig. Znajdź swoje tempo. Przystań. Pozwól się wyprzedzić. Oddychaj.

Życie to nie wyścig. Znajdź swoje tempo. Przystań. Pozwól się wyprzedzić. Oddychaj.

Dzień dobry! Tu Wasza Lama Sukcesu. Dziś przyszłam Wam powiedzieć to, co pewnie dawno mieliście ochotę usłyszeć. Naprawdę nie musicie tak biec. Nie musicie szybciej. Ani więcej. Ani mocniej. Ani nawet więcej.

Naprawdę, nie ma sensu tak biec. I bardzo często nie ma też dokąd. I mówię to na podstawie swojego doświadczenia. Przez długi czas biegłam. Przez długi czas byłam tą osobą, co wszystkie sroki za ogon, co szybciej, więcej, lepiej i… w sumie totalnie bez sensu.

No bo wiecie, tak sobie biegłam z tym jęzorem wywalonym na wierzch. Biegłam, obraz wokół się rozmazywał. Liczył się cel. Wszystko inne tworzyło rozmazane tło. Ludzie, te małe chwile, co grzeją w chłodną noc, te wszystkie mniejsze cele, te wszystkie wartości, o które tak bardzo się przecież kiedyś troszczyłam. Nie mówiąc oczywiście o odpoczynku. Na odpoczynek trzeba przecież sobie zasłużyć. To wszystko rozmyło się, rozmazało się, jakby ktoś strącił moje farbki. W sumie niezbyt mnie to obchodziło. W sumie niezbyt to nawet zauważyłam.

 A chcecie wiedzieć, co dał mi cały ten wyścig? Zadyszkę. Bo w trakcie zorientowałam się, że moje cele się zdezaktualizowały i że wcale nie chce mi się uczestniczyć w tym maratonie. W zasadzie to chyba nawet nigdy nie były moje cele. Bo ja w zasadzie to chyba nigdy nie chciałam być zwycięzcą. Ale wypada nim być, co nie?

A co Wy na to, żeby jednak trochę przystopować. Żeby tak na każdym kroku pytać się, „ej co sądzisz o tej drodze”? Żeby czasem zatrzymać się na chwilę, rozejrzeć wokół. Przeanalizować. Zauważyć. Nawet przepuścić innych przodem! Poza tym wiecie co? Nikogo nie obchodzi Wasz wyścig.

Wiecie, czym się charakteryzuje się bieg? Tym, że raz obierasz cel i pędzisz. Bhttp://slowonalawe.pl/index.php/2019/03/03/nikogo-obchodzi-twoj-wyscig/ezrefleksyjnie. Byle do przodu. Nie myśląc o tym, co wokół. Rejestrując jedynie zmniejszający się dystans. Łapiąc oddech. Tracąc oddech. Łapiąc ten punkcik, ten punkcik na horyzoncie. To się czasem może nawet udać. Mnie się akurat nie udało. A potem się udało. Udało się coś zupełnie innego niż chciałam i udało się właśnie wtedy, gdy postanowiłam zwolnić tempo.

I wiecie, co? Ja sobie przez życie teraz spacerem idę. Jak ciekawy cel zamajaczy na horyzoncie, to podbiegnę do niego energicznym truchtem. Kiedy jednak czuję, że opadam z sił, zatrzymuję się, bo jeśli nie zrobię tego na czas, to padam na pysk. Patrzę na mijające mnie plecy pozostałych. Życzę im bardzo dobrze. Ale to już nie mój bieg. To nie mój wyścig. Idę, potykam się. Analizuję. Zauważam nowe ścieżki. A nawet dzięki temu trafiam na drogi na skróty.

Powiem Wam szczerze, że nigdy w życiu nie zaczęło mi się tak układać, jak wtedy kiedy przestałam się tak starać. Tak spinać. I biec z tym wywieszonym jęzorem. I nie uważam, że to przypadek. Jasne, pewnie można gdzieś dobiec, jeśli od początku do końca masz swój cel. Mnie akurat nie wyszło. Jednak, kiedy trochę zwolniłam, kiedy przestałam tak pędzić, nagle zauważyłam, czego tak naprawdę chcę. Przynajmniej w tym momencie. Zauważyłam otaczające mnie możliwości. I wykorzystałam je. Krok po kroku. Trochę przypadkiem, ale dziś jestem tu, gdzie jestem właśnie dlatego, że zwolniłam tempo. I tylko dzięki temu zauważyłam w końcu, jak daleko doszłam/dobiegłam i że przecież tak naprawdę nieważne, dokąd ja biegnę. Wybaczcie mi banał tego stwierdzenia, ale rany, czasem naprawdę liczy się droga!

A cel? Za nim zawsze znajdzie się kolejny. I dobrze, bo to pozwala nadać rytm naszemu życiu. Dziś jednak wybieram drogę. I dziś idę tą drogą powoli.

Już mi się nie chce pierwszych miejsc. Już mi się nie chce być zwycięzcą. Nie chce mi się biec a nawet dobiegać. Nie krytykuję tej drogi. To po prostu nie moja droga. Ja jestem lamą. Jestem Lamą Sukcesu. I kurczę, jest mi z tym całkiem dobrze. Nawet jeśli czasem jest mi całkiem źle.

Dlatego dziś drapię Waszą wewnętrzną lamę za uszkiem i życzę udanej drogi!