Nie umiem w dorosłość.

Nie umiem w dorosłość.

Nie umiem w dorosłość. Rozmowa na przerwie na kawę w pracy. Spomiędzy tematów mniejszej i większej wagi, nagle wkraczamy na tematy nieco bardziej ciężkostrawne. Plany, decyzje, jak żyć, co robić, dokąd iść, gdzie uciec. Hej, dokąd uciec? Dokąd mam uciec?! Wypuszczam w eter westchnięcie, które jakimś dziwnym trafem układa się w pytanie: „Czy Ty też czasem nie umiesz w dorosłość?”. „Codziennie dziecino, codziennie” – wzdycha w odpowiedzi o 20 lat starsza koleżanka…

Nie umiem w dorosłość. Zorientowałam się, że nie ogarniam, kiedy pierwszy raz przyznałam przed sobą, że to już. Że to chyba już. Czy to już? To naprawdę już? Przecież od dawna noszę ciężar odpowiedzialności za swoje decyzje, aż bolą barki. Dlatego tak często wszyscy chodzimy przygarbieni? To właśnie dlatego? Płacę własne rachunki, stan emocjonalny konta co chwilę ujemny. Nie stać mnie na kolejne światowe kryzysy, kiedy przez mój własny świat przechodzi następny huragan. A więc to już? A więc to chyba już? – pytam, czekając na lepsze wiatry. I szukając własnej drogi. Chyba powinnam już mieć własną drogę? Powinnam mieć własną drogę, prawda? Wszyscy wokół wyglądają, jakby już dawno ją szli. To pewnie ja, to pewnie tylko ja… A więc to już? To już, to chyba już teraz?

Nie umiem w dorosłość. Czasu coraz mniej. Nieskończoność. Kiedyś myślałam, że czasu mam nieskończoność. Kiedyś czas dawał możliwości. Dziś wydaje się z równą chęcią zabierać. Nieskończoność, jakie to śmieszne, jak w ogóle  mogłam myśleć, że mam czas? Dziś już wiem, że to on trzyma mnie w garści. A więc to już? Czy to już właśnie teraz?

Nie umiem w dorosłość. Jakoś mi dzisiaj nieswojo. Nie jestem swoja. Nie wiem, czyja jestem dziś. Czyja jestem? Czy ja jestem? Czy ja jeszcze jestem dziś? Wpadłam w sidła dorosłości. Ciach! A więc to już? A więc to właśnie już…

To już. To właśnie teraz. Jestem, choć nie do końca umiem. Codziennie nie umiem. Codziennie się uczę. Codziennie się mylę. Codziennie szukam. Codziennie się boję, tak bardzo się boję… Ty też? Myślę, że Ty też… Codziennie próbuję. Codziennie zaczynam od nowa. I od nowa, może teraz się uda? Może się uda… Codziennie zaciskam piąstki, trzymam kciuki. Codziennie zaciskam pięści i idę. Dziś idę, dziś znów idę.

No więc to już. To teraz, to właśnie teraz. Nie umiem w dorosłość. Ale może nie jestem sama. Może nie jestem sama, co? Może Ty też nie umiesz? I on? I ona? Może radzimy sobie  dobrze? Może radzimy sobie najlepiej, jak umiemy?