Spełnianie marzeń wygląda inaczej niż w marzeniach

Spełnianie marzeń wygląda inaczej niż w marzeniach

Dawno, dawno temu mała Asia siedziała i pisała w pamiętniczku-spowiedniczku swoje najskrytsze marzenia. Czasem mam wrażenie, że ta skubana gówniara lepiej wiedziała, czego chce od życia niż jej starsza wersja pisząca teraz ten tekst. Mała Asia dużo marzyła, a jak to małe dziewczynki i chłopcy mają w zwyczaju, marzenia te były bezczelne, bo nieskażone jeszcze głosem rozsądku, listą za i przeciw, przeciwnościami losu i złośliwością tegoż.

Dorosłam. Z części marzeń wyrosłam. Część z nich wciąż starannie pielęgnowałam, tuląc je do snu co noc. Chyba nawet nie liczyłam na wiele. I jak to czasem w życiu bywa, zupełnie niespodziewanie, nagle okazało się, że mogę spełnić jedno z marzeń małej Asi. Ale prawie nic nie było takie jak w wyobrażeniach. Nie przyszła starsza Pani z kolorową różdżką, dając w pakiecie „długo i szczęśliwie”. Zero zapewnień. Gwarancji. A pod spodem małym druczkiem napis: „Podejmujesz ryzyko na własną odpowiedzialność”.

Spełnianie marzeń jest cudowne. Zapiera dech. Ale również trzęsie kolanami. Nie pozwala w nocy spać. Chcesz płakać ze szczęścia i krzyczeć ze strachu. Chciałabyś znów być małą Asią i poprosić kogoś z tych mądrych dorosłych, by powiedział Ci, co robić. Ale to Ty jesteś tym dorosłym. W ostatnich dniach byłam najszczęśliwsza na świecie. W ostatnich dniach byłam najbardziej przerażona.

W ciągu kilku dni znalazłam się w śmiesznym punkcie życia, w takim, o którym mówią, że być może dziś jest pierwszy dzień reszty Twojego życia. Wystarczy tylko wyciągnąć rękę. I chwycić. I przestać się bać. Wiem, że część osób na moim miejscu podeszła by do tego wszystkiego inaczej. Bardziej racjonalnie. I choć rozważyłam wszystkie możliwości, wszystko sprawdziłam, to u mnie wszystko chyba musi się rozgrywać na poziomie emocjonalnym.

Nie zrozumcie mnie źle. Mam w sobie ogrom wdzięczności, że mogę stać przed taką decyzją. Że mogę się bać. Że mogę ogromnie się cieszyć. Co nie zmienia faktu, że za wielkimi marzeniami idą niekiedy wielkie decyzje. I jeszcze większe ryzyko. Ale kto nie ryzykuje, ten… wiadomo. Może więc jestem już gotowa, by podnieść do góry kieliszek?