All I want for christmas is…

All I want for christmas is…

Wyszłam z galerii handlowej uginając się pod ciężarem…przesytu. Dźwięki świątecznych piosenek wślizgiwały mi się do uszu z jakąś niesłychaną bezczelnością, a zapach cynamonu uderzał pięścią prosto w nos. A ja cała spocona błądziłam wzrokiem między alejkami. Nie mam zamiaru zgrywać przeciwniczki komercjalizmu, kocham niektóre przedmioty, ale święta opakowane w papier w wesołe reniferki coraz bardziej mnie smucą. Coraz bardziej mnie męczą. Zawartość świąt w świętach wydaje się coraz mniejsza. Ale święta z promocji minus 30% procent na drugi produkt, święta z wyprzedaży, z niższej półki, kup więcej, kup więcej, świetna okazja, doskonała oferta, to chyba nie moja okazja, nie moja oferta. A jednak jestem tu. Na środku galerii, pytając siebie i wszystkich wokół, czy jeszcze pamiętamy, o co w tym wszystkim chodzi. A Ty? Pamiętasz?

Z prezentów, które dostałam na święta, pamiętam tylko kilka naprawdę wyjątkowych. Nie dlatego że to był hit sezonu i okazja roku. Dlatego że kryła się za nimi jakaś historia. I bardzo wiele emocji. Pamiętam, jak ściskałam je z przejęciem i jak bardzo nie potrzebowałam tego wszystkiego, co oferuje nam świat galerii handlowych i zimnych, szklanych sklepowych witryn. I chyba wciąż nie potrzebuję. A jednak co roku wpadam w obsesję, że potrzebują tego inni. I kupuję. Więcej, więcej i więcej. Czasem więcej za mniej, kiedy indziej zupełnie na odwrót. Wszystko na odwrót. I wszystko na opak. Nie sądzicie?

A tak naprawdę na święta najbardziej chciałabym (chcielibyście?) nie chcieć nic. Chciałabym (chcielibyście?) dostać trochę czasu. Na to, żeby jak w dzieciństwie wypatrywać tej pierwszej gwiazdki. By usłyszeć (nie tylko słuchać) dźwięk kolędy. By przełamać wszystkie sztuczne podziały. Politykę, poglądy i swoje najswojsze zdanie wsadzić gdzieś na dno szafy i nie sprzątać w niej przez jakiś czas. By sprawdzić, czy może o północy przemówimy do siebie ludzkim głosem… Chciałabym (chcielibyście?) zapomnieć… że praca, obowiązki i problemów jak zawsze za wiele (nawet niewiele to przecież i tak za wiele). I pamiętać, tak bardzo pamiętać, jak to dobrze, że jesteśmy tu wszyscy razem. Jak to dobrze, że jesteśmy… Chciałabym (chcielibyście?) poczuć to coś, to nieuchwytne coś, co niektórzy nazywają świąteczną magią, a w co czasem ciężej uwierzyć niż w świętego Mikołaja. Tylko tyle. A raczej aż tyle. I wcale nie musi być to opakowane w szeleszczący, błyszczący papier. Nie potrzebuję czerwonej wstążeczki.

Żadnych okazji. Żadnych hitów sezonu. To moja osobista lista przebojów.

A jaka jest Wasza?