Czwarte urodziny bloga – 10 faktów o mnie

Czwarte urodziny bloga

Huk petard nareszcie ucichł, konfetti opadło, bąbelki szampana również, a ja jak co roku, na przekór wszystkiemu, wznoszę kieliszek za moje jedyne postanowienie, które z całą pewnością udało mi się spełnić. Bywało i bywa różnie, zazwyczaj chciałabym, żeby lepiej. Ten rok blogowo był trochę jak skakanie na trampolinie, aż w końcu trafiłam na moment, że ciężko było mi się odbić. Nie wiem, jakie mam oczekiwania wobec siebie i tego miejsca, poza tym, że jest mi tu zazwyczaj całkiem dobrze i przytulnie. Nie licząc momentów, gdy dopada mnie nastrój „po co to? Na co to? Komu to potrzebne?” Czyli średnio raz na tydzień. 😉 Cóż, pewnie tak już będzie. Z blogowaniem łączy mnie miłość i pasja, ale status tego związku to zdecydowanie „To skomplikowane”.

Ale koniec tych podsumowań. Tym razem postanowiłam świętować inaczej i z okazji 4 urodzin bloga mam dla Was 10 faktów o mnie. Zapraszam!

  1. Uwielbiam Beatę Kozidrak. Sylwester bez Beaty, to nie Sylwester. Impreza bez Beaty traci swój rytm. Uwielbiam ją wcale nieśmieszkowo, bo gdy słyszę jak ryczy „Karuzela gna, w głośnikach wciąż muzyka gra”, to ja również gnam podkręcić głośniki. Myślcie sobie, co chcecie, ale Beatę proszę szanować!
  2. Moje guilty pleasure to „Na wspólnej” i „19 +”. Nie oglądam na bieżąco w TV, ale nadrabiam odcinki podczas kąpieli po ciężkim dniu. Kiedy leżę w wannie, a w tle słychać opening któregoś z wyżej wymienionych seriali, możecie być pewni, że nie miałam dziś lekko.
  3. Wciąż boję się ciemności. Zasypiam z nocną lampką, ewentualnie ze światełkami choinkowymi w okresie świątecznym. Cóż, jakoś z tego nie wyrosłam i już.
  4. Unikam oglądania horrorów o duchach czy innych tego typu zjawiskach, bo wtedy nawet lampka nie pomoże mi spokojnie zasnąć. Zombiaki, mordercy – spoko, wezmę na klatę, ale duchy to nie moja bajka.
  5. Wierzę w duchy i mam na swoim koncie jedną straszną historię, która mnie w tej wierze utwierdziła.
  6. Nie lubię zwracać na siebie uwagi. Do tego stopnia, że raz na grillu zrobiło mi się słabo i serce zaczęło mi walić i byłam pewna przez te kilka sekund, że umieram. Odsunęłam się więc od towarzystwa, żeby spokojnie dokonać żywota pod drzewem. Wiecie „Nie zwracajcie na mnie uwagi, ja sobie tutaj po prostu, po cichutku umrę” – to zdecydowanie mój typ.
  7. Nienawidzę zakupów. W galeriach po kilku minutach bolą mnie nogi. Nie znoszę przebierać, wybierać, przymierzać. Z tego względu od jakiegoś czasu jestem ogromną fanką zakupów online.
  8. Nie lubię gadać przez telefon. Szczególnie jeśli chodzi o załatwianie spraw. W ogóle nienawidzę odbierać telefonów, nawet od bliskich, jeśli nie wiem, w jakiej to sprawie. Stresuje mnie to.
  9. Funny fact: jednym z obowiązków w mojej pracy są częste rozmowy. Po angielsku. Można? Można. Ale jak nie trzeba, wciąż wybieram inną opcję.
  10. Czasem, kiedy mam zły humor, zatapiam się w nim jak morzu. Wiecie, puszczam smutne kawałki i gram we własnym teledysku o smutnej dziewczynie niezrozumianej przez świat.

 

Tyle dziś ode mnie i mam nadzieję, że czeka nas jeszcze kilka wspólnych lat!