Podsumowanie roku 2019 i co dalej?

Podsumowanie roku 2019 i co dalej?

Rok 2019 był dla mnie jak ulubiony pluszak z dzieciństwa. Czyli raczej łaskawy. Na tyle, że nawet jak patrzę na to, ile razy musiałam go cerować i że uszko trochę oberwane, a i futerko już nie pierwszej świetności, to nie potrafię się na jego widok nie uśmiechnąć. Byłabym niewdzięczna, uznając ten za zły, mimo problemów i niepowodzeń, które również odegrały w nim jakąś rolę.

To był dobry rok. Przyniósł przede wszystkim wiele nadziei. I marzenia, żeby postawić je pod nosem, a potem szybko zdmuchnąć. Ale to nic. Bo dzięki temu przyniósł też determinację, żeby następnym razem się udało. Żeby do następnego razu doszło. Żeby próbować. Czuję, że choć nie jestem kowalem swojego losu, to wciąż wiele rzeczy zależy ode mnie. Nie łudzę się. Nie wierzę już w szczęśliwe czy pechowe lata. Wiem, że życie jest zawsze mieszanką wszystkiego: szczęścia, nieszczęścia, problemów, miłości, straconego zaufania, zła, przyjaźni i nadziei (niestety niekoniecznie w sprawiedliwych dla wszystkich proporcjach). Oraz tego co z tym wszystkich zrobimy, o ile w ogóle możemy coś z tym zrobić. Tylko tyle. A czasem aż tyle.

Nasze życie jest wypadkową tak wielu czynników, że nikt nie jest w stanie spisać tego równania. Gdzie się urodziliśmy, w jakich warunkach przyszło nam żyć, czy jesteśmy zdrowi, w jakie sytuacje rzucił nas los lub inni ludzie… Tak wiele ludzi dostało więcej niż my. I nigdy nie będziemy w stanie ich dogonić. Tak wiele ludzi dostało mniej niż my. I nigdy nie będą w stanie nas dogonić. Na dziś mi to wystarcza. Czyżbym nauczyła się być wystarczająca?

Filozofia „inni mają gorzej” nigdy nie będzie moją filozofią, bo trzeba się pochylić nad każdym swoim problemem, bo to tak, jakbyśmy nie leczyli grypy, bo gdzieś tam umierają ludzie… Ale dziś dokładam do tej filozofii, filozofię doceniania. I nie mierzenia szczęścia, szczęściem innych. Przecież nie każdemu będzie tak samo dobrze w moim ulubionym swetrze, prawda? Ważne, żeby mi w nim było miło i przytulnie, prawda? Nawet jeśli gdzieś wystaje jakaś nitka. I żebym zawsze była w stanie załatać wszystkie dziury. I niech mi ktoś tylko spróbuje powiedzieć, że nie ten kolor, że krój nie taki, albo że koleżanka z pracy to ma jednak lepszy. To mój sweter, szyty na moją własną miarę. I niech każdy zajmie się swoim, chyba że ze szczerą troską chce pomóc mi coś załatać.

Tego sobie i Wam dzisiaj życzę.

 

2020 – please be good to me.