King size bed

King size bed

Kupili sobie King size bed. Żeby móc się jeszcze bardziej przytulić… Do osobnych krawędzi łóżka. Kupili sobie King size bed. Żeby razem je dzielić, żeby się dzielić, dzielić się… Kupili sobie King size bed. Żeby się zmieścić, żeby zmieścić się ze wszystkimi niedopowiedzeniami. Kupili sobie King size bed. Żeby sobie dobrze pościelić, żeby wyścielić sobie noc westchnieniami, wspomnieniami. Za tym chłopakiem. Za tą dziewczyną. Z którym zawsze chciał, z którym zawsze chciała… Kupić sobie King size bed.

Takie pary się nie rozstają. Taka miłość się nie kończy. Historia opisana prozą, z elementami liryki. Od święta. W walentynki. W rocznicę. Dramaty tylko wspólnie, razem za rękę przez każdy akt. Takie pary są: „ale Wam dobrze”, „jak Wy to robicie?”, „jesteście dla siebie stworzeni”. Takie pary są. Są i są i są… Jak stały element kadru, gdzieś tam w szarym tle. Ale to dobre tło. I całkiem dobry kadr.

Wczoraj on jej nie zauważył. Dziś ona go nie wysłuchała. Nie zapytał, jak minął dzień. Nie pocałowała na powitanie. Nie zauważył, że już tak nie patrzy. Już tak nie patrzyła. Już tak nie mówiła. Już tak nie mówił.
Coraz mniej słów było między nimi. Coraz więcej milczenia. Bo tak łatwiej. Bo życie takie szybkie. Bo ważniejsze sprawy. Bo bez sensu. Bo rano wcześnie wstaję. Bo późno poszliśmy spać. Bo urwanie głowy. Bo przecież już od dawna nie rozmawiamy…

Ułożyli się w swoim King size bed. Obok siebie. Ułożyli sobie życie. Obok siebie. Obok siebie ułożyli sprawy do obgadania na potem, na później, nie teraz, jestem zajęty. Całkiem spora zebrała się z nich góra. Coraz ciężej było przez nią dostrzec siebie.

Jak sobie pościelili, tak się nie wyspali. Przespali pierwszy ostrzegawczy moment. Pierwszą szansę. I końca początki. Początki były dobre. Bardzo dobre.. Na ciasnej kanapie, w ciasnym uścisku. Blisko, tak blisko… Początki rozwinęły się w rozwinięcia z całkiem dobrym miłosnym wątkiem. Miały zmierzać prosto w stronę długo i szczęśliwie. W stronę na dobre. I na złe. W stronę na zawsze. I na przekór wszystkiemu. I naprzeciw problemom. I mimo wszystko. I pomimo wszystkiemu.

Kupili sobie King size bed. Rozłożyli się. Każdy na swojej stronie. Przytulony do swojej krawędzi. Krawędzie stały się coraz ostrzejsze a coraz większa przestrzeń, coraz większa pustka cięła ostro jak sztywny papier. Nieostrożny ruch i wchodzi prosto pod skórę.

Kupili sobie King size bed i przymknęli oko. Tylko na chwilę przecież.

Któregoś dnia budzik wwiercał im się prosto w głowę. Przetarli oczy i zauważyli. Może jeszcze zdążą sobie pościelić. Może jeszcze zdążą sobie ułożyć…