Zdobycie celu zawsze wygląda inaczej niż sobie wyobrażasz.

Zdobycie celu zawsze wygląda inaczej niż sobie wyobrażasz.

Cześć, tu Wasza Lama Sukcesu! Chodźcie porozmawiać o osiąganiu celu. Brzmi super, nie? No bo o to przecież w tym wszystkim nam chodzi, żeby w końcu dojść do tego miejsca, osiągnąć to, co tak długo i tak często sobie wyobrażamy. No właśnie. Co właściwie sobie wyobrażamy?

Osiągnięcie celu to zazwyczaj coś, co wyobrażamy sobie jako otwieranie szampana, fajerwerki i ten oddech, co nadmucha nam płuca, a my będziemy unosić się wysoko, wysoko nad ziemią. A potem usiądziemy, wyciągniemy kopytka i będziemy się tym celem, tym naszym sukcesem upajać. Zauważyliście, że raczej rzadko myślimy nad tym, co będzie potem? Tak bardzo skupiamy się na tym, co chcemy osiągnąć, że nasze wyobrażenia kończą się na osiągnięciu mety. Nie myślimy o tym, co dalej, jak już tę linię mety osiągniemy. A z tym celem to jest trochę tak, jak z „długo i szczęśliwie” w bajkach. Im jesteś starszy, tym bardziej rozumiesz, że długo i szczęśliwie to dopiero początek. Początek czegoś miłego, czegoś dobrego, ale też po prostu zwykłej szarej codzienności. I o tym już się nie mówi. Ba, o tym się nawet nie myśli!

Ja np. często wpadam w pułapkę „jeszcze tylko”. Wiecie. Jeszcze tylko zdobędę lepszą pracę, awans, nauczę się języka, kupię mieszkanie… I tak dalej. Co chwilę wydaje mi się, że jeszcze tylko to czy tamto i wtedy wreszcie… no właśnie co? Bo już niejedno totamto osiągnęłam i faktycznie była radość, adrenalina, duma i zasłużony odpoczynek i wyciągnięte kopytka. Smutna prawda jest jednak taka, że po pewnym czasie przychodziła normalność ze wszystkimi odcieniami szarości i codziennymi problemami. I nowymi celami. Bo zawsze będzie jakieś „jeszcze tylko”.

Poza tym niejeden cel okazał się być zupełnie inny w moich wybrażeniach niż w rzeczywistości. Zbyt wiele mu powierzałam. Zbyt wiele od niego wymagałam. Myślałam, że jak np. zmienię w sobie to i osiągnę tamto, to zbuduję sobie z tych osiągniętych celów zbroję, będę w końcu w siebie wierzyć, wreszcie sobie samej odpuszczę. A pewność siebie powinna być bezwarunkowa. Umiejętność odpuszczania sobie też. Myślałam, że jak osiągnę cel, to będę już stać sobie na tym szczycie i do końca życia podziwiać piękne widoki. Doceniać, jak wysoko zaszłam. Że będę szczęśliwa. Tak po prostu. Od teraz i na zawsze.

Dlatego dziś mówię Wam Kochane Lamy, że osiągnięcie celu jest super. Ale niekoniecznie zmienia życie (choć może zmieniać) i niekoniecznie zmienia nas. Po dojściu do mety jesteśmy człowiekiem, który doszedł do mety. Trochę bardziej zmęczonym, zadowolonym i może nawet bardziej przekonanym o swoich możliwościach. Nie przypisujmy jednak celom zbyt dużej wagi. Odpuśćmy sobie i pamiętajmy, że nie tylko to się liczy. Nie snujmy wielkich wizji.

To pozwoli uniknąć rozczarowania po fakcie, ale też frustracji w trakcie. No i przede wszystkim pozwoli zauważyć, że wcale nie musimy „jeszcze tylko”, żeby być szczęśliwymi, dumnymi, pewnymi siebie. Możemy być tacy już teraz, gdzieś po drodze, otoczeni tym, co już mamy, tymi osiągniętymi celami, które kiedyś jeszcze majaczyły nam na horyzoncie, a nawet sprawami zupełnie bezcelowymi, a które sprawiają, że jest nam bezsensownie dobrze.

Drapię Waszą wewnętrzną lamę za uszkiem i życzę udanej drogi! Bez względu na cel.