WATAHA HBO – recenzja. Najlepszy polski serial?

RAZ – DWA – TRZY LAMA PATRZY!

WATAHA HBO – recenzja. Najlepszy polski serial?

Dzień dobry, przyszłam usprawiedliwić swoją prokrastynację i wspomóc Waszą. O taki influence nic nie robiłam (bo prokrastynowałam – wiadomo)!

Czy Wataha to najlepszy polski serial? Na pewno najlepszy, jaki do tej pory oglądałam, choć nie jestem tu na pewno najlepszą recenzentką, bo jak się chyba już kiedyś tu przyznałam moim Gulity Pleasure po ciężkim dniu jest oglądanie w wannie na telefonie 19+ lub „Na wspólnej”. Jednak oglądam też sporo seriali zagranicznych, także tych cenionych i polecanych, a Wataha szybko stała się jednym z moich ulubionych. I pisze to osoba, która myślała, że nie przepada za serialami z wątkiem kryminalnym.

Muszę przyznać, że mam problem z wciągnięciem się w nowe seriale. Zawsze trochę trwa, zanim poznam się z bohaterami, zacznę „czuć” ukazane wątki i będę przeżywać losy postaci. Dlatego nigdy nie rozumiałam osób, które mówiły, że po pierwszym odcinku jakiegoś serialu zarwały noc. A potem obejrzałam „Watahę”. Niedzielny wieczór nie był najlepszym pomysłem na to, by zacząć oglądać ten serial, bo chociaż niedzielna Asia była niezłą chojraczką typu „potrzymaj mnie piwo, ja włączę kolejny odcinek”, to poniedziałkowa Asia cieszyła się, że ma ze sobą dowód osobisty, bo miała wrażenie, że to jedyny DOWÓD na to, że jednak jest dorosła. Nie róbcie tego. Zacznijcie oglądać wcześniej.

Wataha to przede wszystkim ciekawa historia. Wciągająca od pierwszego odcinka. I kiedy zaczynasz myśleć, że kolejny sezon jest być może trochę naciągany i na siłę, to pod koniec masz wrażenie, że wszystko było przemyślane od początku do końca. Ostatnie odcinki domykają wątki z pierwszego sezonu, nawet te, które wydawały się już zamknięte i biorą całą opowieść w piękną klamrę.

Czy serial ma wady? Oczywiście! Z sezonu na sezon trup ściele się coraz gęściej, co jednak wydaje się trochę graniczyć z realnością, chociaż co ja tam wiem o gangsterskich porachunkach. Poza tym Rebrow jest wykreowany trochę za bardzo na niepokonanego i niezniszczalnego Strażnika Teksasu polsko-ukraińskiej granicy. Poza tym wszystko dobrze ze sobą współgra, a na szczególną pochwałę zasługuje przedstawienie funkcjonowania grup przestępczych od środka, co doprowadziło mnie do pewnych wniosków. Bycie przestępcą to ciężki zawód. Kiedy ja w pracy coś zawalę, mogę zostać upomniana, w najgorszym razie – zwolniona. W przestępczym świecie, utrata stanowiska równa się utracie życia. I to się dopiero nazywa presja zawodowa. I nawet wysokie zarobki nie byłyby w stanie mi tego wynagrodzić. Chyba jednak wolę swój spokojny żywot w korporacji. Ścieżka zbrodni nie wydaje mi się najprzyjemniejszą ścieżką kariery.

Podsumowując, jeśli macie ochotę zarwać noc, to jest to serial, dla którego zdecydowanie warto. Jednak uprzedzam. Po jego obejrzeniu stwierdzenie „rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady” nabiera trochę innego znaczenia.

W moim osobistym prokrastynometrze: 9/10*!

*LEGENDA
Jak wiadomo prokrastynacja to odwlekanie, odkładanie czegoś na później. Sprawdź, które tytuły dadzą Ci dobry pretekst!

1 – już lepiej było jednak zmywać naczynia
2 – chyba jednak warto odłożyć oglądanie tego na później
3 – odrobinę ciekawsze niż oglądanie ruchu bębna pracującej pralki
4 – still better story than your „to do” list
5 – masz lepsze zajęcie? Nie oglądaj. Musisz coś zrobić, a bardzo nie chcesz? Włączaj!
6 – całkiem dobry powód, by nie robić tego, co musisz.
7 – nie ma tego złego, czego nie można odłożyć na później.
8 – nieważne, co masz do zrobienia. Właśnie masz idealne usprawiedliwienie.
9 – mieszkanie samo się nie posprząta? Usiądź, obejrzyj i sprawdź.
10 – rzucaj wszystko i oglądaj – wszystkie ważne obowiązki zdecydowanie mogą poczekać!