Ej, ale wiesz, że wcale nie musisz być produktywny? Tak, w czasie kwarantanny też.

Ej, ale wiesz, że wcale nie musisz być produktywny? Tak, w czasie kwarantanny też.

Jestem przeciwniczką nastawienia na produktywność, głównie dlatego, że przez długi czas byłam z tą filozofią w skomplikowanym związku. Trochę wierzyłam, że ten łobuz kocha mnie najmocniej, a owoce naszego związku będą soczyste. Jednak najczęściej bolał mnie od nich brzuch.

W pułapkę produktywności wpadłam już dawno. Żyłam w poczuciu, że godziny są po to, by z nich produkować realną korzyść. Rozwój. Sukces. Samodoskonalenie. Doszło do tego, że znalazłam się w takim momencie, w którym napisałam tekst Nie umiem odpocząć. Odpoczynek był czymś na co zupełnie nie zasługiwałam. Nie mogłam się skupić na oglądaniu serialu, a kiedy szłam np. na saunę cały czas w głowie obiecywałam sobie, że w zamian za to, jak tylko wrócę zrobię to i tamto. A do tego wszystkiego dopadło mnie paskudne FOMO. Jak czytałam, czułam, że powinnam pisać, jak pisałam, miałam wrażenie, że powinnam uczyć się języka, kiedy włączałam na youtube filmik z nauką języka, czułam, że coś innego mi umyka. Nawet chwile relaksu zamieniłam w chwile produktywności. W czasie kąpieli oglądałam wspomniane filmiki edukacyjne, w tramwaju w drodze do pracy pisałam teksty na bloga lub usiłowałam je pisać i miałam do siebie pretensje, gdy to mi nie wyszło. I wiecie, co z tego miałam? Drżenie rąk i bezsenność.

Idea produktywności nie jest zła sama w sobie, złe jest poczucie, że mamy czas tylko po to, by coś z niego lepić. A czasem czas jest też po to, by się nim otulić. By głaskać psa, spotykać się z przyjaciółmi i oglądać głupie seriale. Gdy to zrozumiałam, stałam się bardziej produktywna… Więcej mi wychodziło, byłam mniej zmęczona i po prostu szczęśliwsza.

Dzisiejszy świat krzyczy na nas, że musimy wszystko, szybciej i na już. Ale czasem najlepszym co możesz zrobić dla siebie i dla świata, to kazać mu się zamknąć. I zastanowić się, co się dla nas liczy. Dla mnie liczy się miedzy innymi to miejsce. Jestem w stanie zrezygnować z jednego wieczoru z serialem, by napisać tekst, bo gdy potem dostaję lajki, komentarze czy udostępnienia, to choć może brzmieć to śmiesznie, to tak – czuję się wtedy spełniona. Ale czasem kiedy siadam przed tekstem i patrzę tylko na migający kursor, czuję, że jestem przemęczona a w głowie mam pustkę, to wiem, że najlepszym, co mogę zrobić dla tego miejsca, to odpuścić. Nikt nie będzie chciał czytać moich wymęczonych tekstów, a ja wciąż chcę tego bloga lubić, a nie kojarzyć go z przykrym obowiązkiem. Dziś w wannie oglądam głupie seriale, w tramwaju słucham muzyki lub czytam książkę. I kiedy już myślałam, że uwolniłam się, że umknęłam z pułapki produktywności… nadszedł trudny dla nas wszystkich czas kwarantanny i znów wpadłam… Ale dziś już wiem i napiszę to też Tobie. Nie, nie musisz być produktywna (produktywny), kiedy świat opanowała pandemia!

Oczywiście możesz i jeśli potrafisz w tym ciężkim dla wszystkich okresie, odciąć się od tego, co dzieje się wokół i skupić się na swoim rozwoju, na robieniu tego, na co do tej pory nie było czasu, to z pewnością masz powód do zadowolenia. Jeśli jednak chcesz, ale nie umiesz, nie potrafisz, nie dajesz rady, to również bardzo dobrze. Bo to, co musisz w tym ciężkim czasie, to jak tylko to możliwe, zadbać o siebie i najbliższych.

O zdrowie, ale też o swoją głowę. Twoja głowa potrzebuje oglądania durnych seriali? Oglądaj! Leżenia pod kocem? Nie wyściubiaj spod niego nosa! Płakania? Płacz! Najlepiej w przyjazne ramię w realu lub online.

Pierwsze dni kwarantanny, pierwsze tygodnie były dla mnie naprawdę ciężkie. Nie mam zamiaru się żalić, wszyscy jesteśmy w tym samym miejscu, rozumiemy się nawzajem jak nigdy. Oprócz naturalnego strachu i smutku, szybko doszłam do wniosku, że ten ciężki czas społecznej izolacji MUSZĘ wykorzystać produktywnie. Szybko wpadłam w błędne koło, w pętelkę, która coraz ciaśniej owijała mi się wokół szyi.

I to nie jest kwestia lenistwa, choć oczywiście wciąż je sobie zarzucałam. To nie jest też kwestia próbowania. Próbowałam. Patrzyłam na migający kursor. Słowa utknęły w mojej głowie jak w jakiejś rozlazłej papce i nie byłam w stanie z tego błota nic ulepić. NIC. Czułam jak w nim grzęznę. Otwierałam książkę, nawet nie jakąś edukacyjną. Zwykłą książkę, zresztą, co ja mówię, bardzo dobrą książkę, która wciągała mnie jeszcze jakiś czas temu. Równe linijki słów wywijały przede mną jakieś szlaczki, nic do mnie nie docierało. NIC.

A potem pomyślałam sobie…

Może wreszcie przestaniesz wymagać od siebie nie wiadomo czego, kiedy wokół świat jaki dotychczas znałaś, płonie? Halo! Halo! Na świecie planuje pandemia! Nie musisz w tym czasie stawać się lepszą wersją siebie, rozwijać i realizować. To nie jest czas dany nam przez los po to, żeby go wykorzystać produktywnie. Jeśli ktokolwiek dał nam ten czas, to powiedzmy sobie szczerze, kawał z niego gnoja. To jest czas, kiedy w tym szaleństwie trzeba próbować znaleźć cząstkę normalności. Odpuścić sobie. Mamy prawo nie mieć siły. Nie potrafić się skupić. Nie chcieć, po prostu nie chcieć poświęcać swojego czasu na własny rozwój. Serio, mamy prawo nie być gotowi na to, co się dzieję. Być zmęczeni – nie leniwi – ZMĘCZENI. I naprawdę nie ma nic złego w oglądaniu seriali cały dzień, jeśli masz to szczęście, że możesz sobie na to pozwolić. A na samorozwój też przyjdzie czas. Czas. Dajmy go sobie trochę. Co Wy na to?

Trzymajcie się zdrowo, drapię wszystkie lamy wirtualnie za uszkiem i liczę, że nasze stadko (i nie tylko) jakoś przetrwa ten ciężki dla wszystkich czas.

Jeśli jeszcze nie dołączyłaś/dołączyłeś do naszego stadka, to wskakuj TUTAJ!