Pamiętnik z czasów pandemii – fragmenty osobistych zapisków

Pamiętnik z czasów pandemii – fragmenty osobistych zapisków

W tych dziwnych czasach dzielę się kawałkiem moich myśli, fragmentami moich najpilniej strzeżonych notesów – mojego pamiętnika. Będzie sentymentalnie, czasem smutno, czasem wesoło. A może okaże się, że któryś kawałek pasuje do Twojej własnej układanki w Twojej głowie.

Pierwszy kawałek

Dziwnych czasów doczekałam. Na świecie panuje pandemia. Te słowa brzmią nierealistycznie, jakby pisał je ktoś inny, w zupełnie innych czasach. A jednak to ja i moje czasy. Czasy pandemii. Czasy społecznej izolacji. I tęsknoty. Za normalnością. Za zapchanymi tramwajami i tłumem na przejściu dla pieszych. Za strachem o przyszłość, ale bez strachu o każdy kolejny dzień. O najbliższych.

Drugi kawałek

Niedawno skończyłam 30 lat. Miałam wznosić toasty w irlandzkim pubie. Człowiek przy człowieku. Takie zachowania wydają się powoli bardziej abstrakcyjne niż to, że żyjemy w czasach pandemii.

Trzeci kawałek

Niedawno udało mi się spełnić moje dziecięce marzenie. Tuż przed wybuchem tego wszystkiego. Na czas pandemii wcisnęłam jednak pauzę własnemu szczęściu. Boję się cieszyć. Świat wydaje mi się dziś potworem z rozdziabioną paszczą, gotowym kąsać i pochłonąć to, co najważniejsze, a co do tej pory wydawało się prozaiczną normalnością. Dziś normalność wydaje się marzeniem. Wciąż mocno wierzę, że w końcu się spełni. I że przyjdzie w końcu czas na wszystko. Na spuszczenie się ze smyczy, którą trzyma w garści strach. I na radość też przyjdzie czas.

Czwarty kawałek

Życie w alternatywnej rzeczywistości – dzień niewiemjużktóry. Od lęku po śmiech – coraz bardziej chyba szaleńczy. Muszę znaleźć jakiś sposób na wyrwanie się z marazmu. Nie potrafię się do niczego zmobilizować. CZASY są ciężkie, ale CZAS przecież jest. Powinnam go lepiej wykorzystać.

Piąty kawałek

A może jednak nie muszę być superproduktywna w czasach cholernej pandemii? Mój świat płonie, ale co tam, nauczę się nowego języka, osiągnę sukces, zbuduję imperium i zaplanuję, jak przejąć władzę nad światem. Przecież to logiczne, nie?

pamietnik z czasów pandemii

Szósty kawałek

Ten moment, w którym orientujesz się, że wkurzający kolega z biura to… Twój facet. Nie miałam pojęcia, że Adam tak głośno gada podczas telekonferencji! Nie mogę się skupić. Chyba napiszę mu jakiś anonimowy liścik – niech wie! Wszyscy na open space’ie się ze mną zgadzają!

Siódmy kawałek

W Polsce już tysiąc zakażeń. A prognozy mówią, że to dopiero początek. Lub początek początku. A ja paradoksalnie coraz bardziej oswajam swój strach. Nie to, że on znika. Raczej przyzwyczajam się do jego obecności. Kroczę z nim ramię w ramię. Wkrótce przejdziemy na Ty. W sam raz, żeby powiedzieć „Ej Ty! Wypier***!”. Dziś mam lepszy dzień. Obręcz strachu o poranku jakby mniej dusiła. A może to naprawdę kwestia przyzwyczajenia?

Ósmy kawałek

Mam wrażenie, że muszę sobie na nowo przypomnieć, kim jestem w tej nowej rzeczywistości. Chwilowo byłam zwiniętym w kokon przestraszonym robaczkiem. Czuję, że muszę z niego wyjść i choć na pewno nie rozwinę skrzydeł, to może chociaż rozprostuję nóżki. A może znów wpadłam w pułapkę produktywności jak mucha złapana na lep? Zawsze się nabieram…

Dziewiąty kawałek

Oglądamy jakiś film. Ludzie chodzą tam tłumnie po ulicach. Podają sobie ręce. Stoją blisko. Za blisko! – mam ochotę krzyknąć. Wydaje mi się być w tym coś obscenicznego. Kiedy to wszystko się skończy, będziemy chyba jak nieśmiałe dzieci pierwszego dnia w szkole. Niepewni tego, jak możemy się zachować. Będziemy trochę dzicy i nieokrzesani. Ale jaką dziką wolnością będzie przejażdżka zatłoczonym tramwajem. O normalności i nudo codzienności! Ten cię dopiero ceni, co cię straci.

Dziesiąty kawałek

Kolejny tydzień marca. Ile już czasu spędziłam w domu? Zaczynam się gubić w rachubie. I coraz bardziej się boję, że ta rachuba będzie rosnąć jeszcze przez długi czas. Boję się o najbliższych. Zaczynam myśleć o rezygnacji z oglądania codziennych wiadomości. Chociaż zauważyłam w sobie smutną zmianę. Początkowo każda liczna zachorowań wzbudzała we mnie lęk. Liczba zgonów – przerażenie. Teraz zaczynam się do tego przyzwyczajać jak do liczby wypadków na drogach. Wciąż mnie przerażają, ale zaczynam akceptować, że są częścią mojej rzeczywistości i mieć nadzieję, że mimo wszystko nie staną się częścią mojego życia.

Ciąg dalszy niestety nastąpi…

Trzymajcie się zdrowo i dzielcie się również Waszymi kawałkami, jeśli macie ochotę. Odnaleźliście w którymś siebie? Będę też wdzięczna za informację, czy tekst się Wam podobał. Z prostego względu – jeśli tak, będę kontynuować. Wciąż mam wiele fragmentów, których nie udostępniłam.