Jak sobie radzę ze stresem?

Jak sobie radzę ze stresem?

Jak sobie radzę ze stresem? W tytule celowo użyłam formy „radzę” zamiast „radzić”. Nie mam zamiaru kreować się na eksperta w tej dziedzinie. Chcę podzielić się moimi własnymi sposobami, które wypracowałam sobie podczas trzydziestu lat bycia mną, czyli małą, często przestraszoną lamką, której często ze strachu drżą kopytka. Przyznam się Wam do małego kłamstwa. „Odporność na stres”, którą mam wpisaną w CV to totalna ściema. Tylko nie mówcie nikomu! Nie jestem odporna na stres. Ale nauczyłam się ten stres trochę ugłaskiwać, zamiast brać go pod włos. Niektóre sposoby są banalne, a inne może nie przyszły Wam wcześniej do głowy.

1. TU I TERAZ. Jeśli dopada mnie stres przed przyszłością i typowe „a co jeśli?”, staram się za wszelką cenę skupić na tym, co tu i teraz,. ale też na tym, na co mam wpływ. Nie mam wpływu na to, czy stracę prace, ale mam wpływ na to, żeby spróbować np. coś oszczędzić. Mam wpływ na mój własny świat w czasie teraźniejszym. Nie mówię, że to łatwe, ale myśl, że nie jestem w stanie kontrolować przyszłości, więc mój strach do niczego się nie przyczyni paradoksalnie mi pomaga. Bez względu na to, czy będę się martwić, to co ma się wydarzyć, przecież i tak się wydarzy.

2. PRZYGOTOWANY ZAWSZE UBEZPIECZONY. Jeśli stresuje się czymś konkretnym, np. ważnym projektem czy rozmową w pracy, nie tylko dobrze się przygotowuję, ale też buduję w sobie poczucie, że zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, żeby poszło mi dobrze. Nie mogę przewidzieć np. wszystkich pytań, jakie zostaną mi zadane, więc znów: patrz punkt pierwszy – strach do niczego się przyczyni.

3. DAJ SOBIE PREZENT. Jeśli czeka mnie coś stresującego, to daję sobie za to nagrody, a co! To niekoniecznie są rzeczy materialne czy wymagające jakichkolwiek wydatków. Czasem nawet to, że obejrzę wieczorem głupi serial. Chodzi o to, żeby moja głowa skupiła się na czymś innym niż to, co mnie stresuje.

4. BĄDŹ WINNY/WINNA. I podaruj sobie guilty pleasure. Kiedy stres we mnie jest naprawdę duży, nie umiem się skupić na czymkolwiek, co wymaga zaangażowania. Ostatnimi czasy byłam tak zestresowana, że nawet uciekanie w książki nie zdawało egzaminu, bo moja koncentracja była równa zeru. Dlatego w końcu sobie odpuściłam i przerzuciłam się na durne programy w TV i głupkowate seriale. Czy wnosi to coś do mojego życia? Oczywiście! Spokój.

5. PAMIĘTNIK. O tym, dlaczego warto prowadzić pamiętnik, planuję przygotować osobny wpis (jesteście zainteresowani?). Uwierzcie mi, że zwykłe przelanie na papier swoich emocji i lęków, daje duże ukojenie. Jakby zrzuciło się te właśnie emocje i lęki na papier i przestały one tak uciskać głowę. Nie musisz być mistrzem pióra, nie dbaj o formę. Po prostu pisz.

6. POMARUDŹ! Po prostu powiedz komuś, co czujesz. Czasem okaże się, że ktoś ma podobnie i zrobi Ci się lepiej. Czasem okaże się, że ktoś doszedł do pokrzepiających wniosków. Albo ma zupełnie inne spojrzenie, które pomoże Ci zrozumieć, że jest też inna strona tego wszystkiego.

Ja wiem, że te wszystkie rady nie są jakimś przepisem na sukces. Wiem, że wiele z nich wydaje się być banalnymi, ale wiem po sobie, że czasem najprostsze rozwiązania najciężej przychodzą. Chętnie przyjmę też Wasze sugestie. A póki co trzymajcie się zdrowo i drapię Waszą wewnętrzną czystymi rączkami za uszkiem!