Już mnie nie śmieszy girl power

Już mnie nie śmieszy girl power

Jakiś czas temu śmieszyły mnie hasełka girl power. Były dla mnie jak wydmuszka całkowicie wyprana ze znaczenia przez współczesny świat. Jak napis na koszulce z przeceny, zaraz obok tej z napisem girls gang. W tym współczesnym układzie sił, wcale nie czułam potrzeby walki z płcią przeciwna. Nie chciałam się siłować.

A potem zrozumiałam. Że to nie z mężczyznami muszę walczyć, nie z nimi muszę siłować się na ręce. Ale ze światem właśnie. Bo ten współczesny układ sił, wcale nie jest taki równy.

Ostatnio podczas piątkowego wieczoru popijanego piwem, włączyłam jakaś głupią kompilacje telewizyjnych wpadek. KLIK! Na antenie jakiś pan mówi do prezenterki, w jaki sposób chciałby ją wyruchać. Na twarzy kobiety pojawia się uśmiech zakłopotania. Widownia się śmieje. KLIK! Jakiś przechodzień całuje dziennikarkę, relacjonującą wydarzenie, w policzek. Kobieta głupkowato się śmieje. Publiczność rechocze. KLIK! Jakiś facet na antenie prosi prezenterkę, żeby pokazała dupę. Publiczność ryczy że śmiechu.

Śmieszki, żarciki i końskie podrywy. Przesadzamy. To przecież komplement. Co nie? Spytałam swojego faceta, ile razy jemu przytrafiły takie heheszki. Ile razy bez zgody ktoś złapał go za tyłek. Pocałował bez pytania. Ile razy jakaś koleżanka podeszła do niego, mówiąc że ma fajną dupę. Że nie może się przez niego skupić. Skoro masz dekolt, to chyba o to Ci chodzi, nie? Trochę nam się poprzewracało w tych naszych tyłkach. Ale czy one są jeszcze nasze? Nasze tyłki, nasze cyce są traktowane jak własność publiczna. Nasze zdanie, nasze myśli i nasze opinie też zostają zmacane i wyśmiewane.

Kilka miesięcy temu skończyłam oglądać ostatni sezon Sex Education. Ostatni odcinek stanął mi gulą w gardle i łzami w oczach. Zaraz potem trafiłam nam świetny tekst Riennahery. O tym, że wszystkie nas kobiety łączą niechciane penisy. Przeczytajcie koniecznie

Wracając do serialu, w pewnym momencie podane są statystyki mówiące, że ¾ kobiet w ciągu życia doświadcza niechcianego kontaktu na tle seksualnym (dotknięcie, podglądanie, wulgarne teksty lub narażenie na widok, na który nie wyraziły zgody). W tym samym momencie ja i mój chłopak, z którym to oglądałam, byliśmy bardzo zaskoczeni. On ogromnym procentem kobiet, które to spotkało. Ja tym, że tylko tyle. Byłam pewna, że każda z nas ma na swoim koncie takie historie.

W gimnazjum starszy chłopak podbiegał do mnie i łapał mnie za tyłek. Czułam się idiotyczne i po prostu źle. Koleżanki przekonały mnie, że to są…brawo, zgadliście –  końskie zaloty i że powinnam być dumna, że podrywa mnie starszy chłopak. Byłam dumna. Kolega z klasy mówił mi, że szczuje go cyckami i że po to chyba noszę takie koszulki, żeby się chłopacy gapili. Uznałam to za komplement. I zaczęłam ostrożniej dobierać garderobę…Kiedy indziej siedziałam z koleżanką na ławce na deptaku. Naprzeciwko usiadł miły starszy pan. Uśmiechnął się. My do niego też. Po chwili włożył w rękę w spodenki i zaczął się masturbować. Miał tak poczciwy wyraz twarzy, że kilkanaście sekund upewniałyśmy się, czy on naprawdę to robi. Ot taka śmieszna historia, którą potem opowiadaliśmy na imprezach. Mama mojego chłopaka z uśmiechem opowiada inną historię – o tym, jak z koleżanką miały powiedzenie „zboczków wysypało, wiosna idzie”, bo kiedy w drodze do szkoły szły przez pobliski park zawsze spotykały tam mnóstwo ekshibicjonistów. Haha co nie? Żarciki. Heheszki. Weź nie histeryzuj!

Nawet teraz pisząc ten tekst…ważę słowa. Opisane przeze mnie historię to przecież nic takiego. Taki tam epizod z życia większości kobiet, czyż nie? No bądźmy poważni. Nie histeryzujmy.

Tego nas uczy świat. Śmiania się, gdy ktoś nas upokarza. Tego świat uczy mężczyzn. Że to jest w porządku. Baby mają trzymać buzie na kłódkę, ale mężczyźni nie muszą sznurować rąk. Ani ust.

Dlatego dziś nie śmieszy mnie girl power. Potrzebujemy tej mocy. Żeby przestać się głupkowato uśmiechać…

A Ty?