Nie wystarczy wstać z kanapy, by osiągnąć sukces

Nie wystarczy wstać z kanapy

Nigdy nie powiem Wam, że wystarczy wstać z kanapy i sięgnąć po sukces.

Mogłabym powiedzieć, że zaszłam daleko. Ktoś inny mógłby powiedzieć, że stoję w miejscu. Mogłabym powiedzieć, że do wszystkiego doszłam sama. Jednak widzę wokół siebie na tej drodze kilka przyjaznych postaci. Czy bez nich doszłabym tu gdzie jestem? Być może, ale byłaby to bardzo smutna i samotna wędrówka. Mogłabym powiedzieć, że zawdzięczam wszystko sobie. No bo przecież nikt nic mi nie dał, prawda? Widzę jednak zbyt wiele pomocnych dłoni, które w porę złapały mnie za kark. Nie mam więc takiej zuchwałości. Zapewne nie byłabym tu, gdybym urodziła się gdzie indziej. Może nie byłabym tu gdybym tych kilka„jestem z Ciebie dumna/dumny” mniej, kilka mniej zaciśniętych kciuków w stosunku do podstawianych nóg.

Nie pochodzę ani z bogatej ani wpływowej rodziny. Nie miałam ułatwionego startu. Pochodzę z normalnej rodziny, choć wciąż pamiętam smak spodu od pizzy z sosem grzybowym, gdy szefowa taty kolejny tydzień zwlekała z wypłatą. Do dziś pamiętam, jakie to było pyszne (świat dziecka jest cudowny, czyż nie?). Nie miałam też jednak z pewnością utrudnionego startu. Miałam start. Mogłam wyruszyć z gorszej pozycji niż wiele innych. Z lepszej pozycji niż miliony za mną.

Nigdy nie usłyszycie ode mnie, że wystarczy wstać z kanapy. Nie wystarczy. Nie każdy ma taką samą kanapę. Niektórzy zaraz za nią mają próg zwalniający, przez który mogą nabić sobie guza. Nie wszyscy w ogóle mają kanapę.

A na kanapie warto posiedzieć, rozłożyć wygodnie kopytka i rozejrzeć się. Może to, co nas otacza jest właśnie tym, czego pragniemy? Naprawdę nie musisz być człowiekiem sukcesu. Z kanapy można też wstać. Przeciągnąć się. Zrobić kroczek. Pomalutku. Ostrożnie. Zbadać teren. Jak na horyzoncie pojawi się coś wartościowego, to biec! Potykać się i wstawać.

Nigdy nie powiem Ci, że musisz tylko wstać z tej kanapy i sięgnąć po sukces. Bo nie każdy ma go w zasięgu ręki. Ja nie mam. I nigdy nie miałam. Sukcesy, sukcesiki, powodzenia, małe radości. Czasem wyskakują zupełnie nieoczekiwanie zza rogu. Czasem trzeba się za nimi zachodzić. Nabiegać. Nagimnastykować. Ale jeszcze nigdy nie znalazłam sukcesu po wstaniu z kanapy. Może źle szukałam, na nieodpowiedniej półce. W złej szafie. A może po prostu mam inną półkę i inna szafę. I to też jest w porządku. I to też nie znaczy , za go nie odnajdę.

A prawda jest taka, że często najlepszym co można zrobić, to wrócić na kanapę. Rozejrzeć się, jak daleko doszliśmy. Sprawdzić, czy na pewno idziemy w dobrym kierunku. Czy na pewno to nasz kierunek, a nie kierunek ze sloganów wypowiadanych przez wiecznie uśmiechniętych ludzi sukcesu.

Nie jestem kołczem motywacyjnym, jakiego potrzebuje świat. Ale może jestem głosem rozsądku, jakiego potrzebuje każdy z Was. Ja potrzebuję takiego głosu. Już kiedyś wspominałam, że większość tekstów pisze przede wszystkim dla siebie, prawda.?

Pozdrawiam z mojej kanapy. Z lekkiego zagłębienia wyżłobionego od częstego w nim siadania, o które wiecznie kłócę się z facetem i psem. Z mojej strefy komfortu. Za chwilę ostrożnie wyciągnę nóżkę i zacznę badać teren.

Wasza Lama Sukcesu. Wasz kołcz zupełnie nie na miarę tego świata. Ale mam nadzieję, że dokładnie na miarę Waszych potrzeb w tym szalonym świecie.