A co jeśli naprawdę możesz wszystko? Wiesz w ogóle czego chcesz?

A co jeśli naprawdę możesz wszystko? Wiesz w ogóle czego chcesz?

Możesz wszystko – mówią. Wystarczy tylko chcieć – dodają. Ja sprostowuję – wszystko to strasznie dużo. Wiesz o tym?

Żyjemy w wyimaginowanym świecie nieograniczonym możliwości i mamy dwa problemy. Pierwszy polega na tym, że to oczywiście gówno prawda i tak naprawdę nikt nie może dosłownie wszystkiego. Ograniczają nas… ograniczenia – banał? Taki sam jak „Możesz wszystko”, sorry. Lista ograniczeń jest nieskończona: miejsce urodzenia, nieprzewidziane sytuacje, na które nie mamy wpływu, a nawet to, w jakiej rodzinie się urodziliśmy. Wciąż możemy wiele. Zapewne więcej niż nasi rodzice. Ale „wszystko” jest zdecydowanym nadużyciem.

Drugi problem polega na tym, że w tej całej ilości wyboru, w tych możliwościach, najczęściej zapominamy spytać się siebie, czego tak naprawdę chcemy. Najczęściej: wszystkiego. No bo przecież to nam obiecywano, prawda? No więc chcemy być najlepszym pracownikami, rodzicami, przyjaciółmi, ludźmi. Chcemy dużo pracować i odnosić sukcesy, a jednocześnie zachwycać znajomych naszymi podróżami po świecie. Szeroko uśmiechać się do zdjęć. I płakać cicho w poduszkę, kiedy nikt nie widzi… Chcemy być rozsądni i wyluzowani. Być skromni i imponować. Chwalić się nowymi dobrami, jakie posiadamy i być eko i oszczędnymi. Budować domy i burzyć ograniczenia.

Misja dla zuchwałych, a my wszyscy jesteśmy zuchwali, co nie? Bo tego nas nauczył świat. Tego świat od nas wymaga.

A ja już jestem zmęczona… wszystkim. Może mogę wszystko, ale wiesz co? Wszystko to naprawdę dużo… A ja mam plecak wypchany po brzegi i uginam się pod jego ciężarem. Filozofia „wszystko” zamiast dawać możliwości okazała się moim (Twoim?) przymusem. I ja nie jestem wszystko. Ja nie umiem wszystkiego. Nie dam rady wszystkiemu. We wszystkim się gubię…

Umiem tylko tyci, tyci. I powolutku. I po troszku. Zupełnie niespektakularnie (nie chcę być spektakularna, a Ty?). Chętnie zamienię plecak na mniejszy bagaż pełen miękkiego puchu. Przytulnego, lekkiego. Sprawiającego, że się uśmiecham. Nie umiem wszystkiego. I nawet nie chcę wszystkiego. Wystarczy mi odrobinę, troszeczkę. Nawet jeśli nie prezentuje się to najlepiej na moim socialmediowym profilu. Mój prywatny profil – ten lewy i ten prawy układają się wtedy razem w szczerym uśmiechu. Już mi wystarczy. Może już wystarczy, co?