Ja też nie tak to sobie wyobrażałam.

Ja też nie tak to sobie wyobrażałam.

Bardzo dużo sobie wyobrażałam. Bardzo często sobie wyobrażałam. Bardzo często sobie wyobrażałam. A Ty?

nie tak to sobie wyobrażałam.

Od dziecka dużo czasu poświęcam na wyobrażanie sobie. Na marzenie. Częściej chodzę z głową w chmurach niż twardo po ziemi. O momencie życia, w którym się teraz znajduję myślałam długo. Stworzyłam w swojej głowie konkretną wizję, bogatą w szczegóły. Dokładny obraz. Problem w tym, że niekoniecznie pasuje teraz do aktualnego obrazka.

Wyobrażałam sobie siebie jak dorosnę. Psstt… to już… Wyobrażałam sobie swoje sukcesy. Pssst… to już… Wyobrażałam sobie swoją przyszłą rodzinę. Psst… to już… Wyobrażałam sobie swój dom. Pssst… to już… Wyobrażałam sobie swoją przyszłą pracę. Psst… to już…                                                                                    

Cytując Kuczoka „Właśnie nadeszło kiedyś i nic się nie zgadza”.

To nie tak miało być! Nie tak to sobie wyobrażałam. Znacie to uczucie?

Czasem myślę, że problem polega na tym, że dłużej wyobrażałam sobie siebie w danym momencie życia niż ten moment aktualnie trwa. Malowałam ten obraz rączkami małej, potem już nieco starszej Asi i chyba trochę zapomniałam go zaktualizować. Wiecie, co mam na myśli? Mała Asia nie znała przecież obecnych okoliczności. Nie znała możliwości dużej Joanny. Ani jej ograniczeń. Ani nawet jej potrzeb i pragnień. Z niektórych marzeń się wyrasta. Inne dojrzewają z czasem. Jeszcze inne okazują się być marzeniami zupełnie kogoś innego. Rodziców. Ludzi, którym chce się zaimponować. Marzeniami społeczeństwa, które narzuca jako tak zwane normy.

A potem w głowie kołacze ta jedna myśl. To nie tak miało być! Nie tak to sobie wyobrażałam.

Znacie to uczucie? Wiem dobrze, że tak. Bo prawda jest niestety taka, że nigdy nie jest tak, jak sobie wyobrażasz. Nawet spełnianie marzeń wygląda inaczej niż w naszej głowie. To chyba oczywiste, że nie jesteśmy w stanie zrealizować dokładnie wymyślonej wizji, prawda? A jednak wciąż mamy do siebie o to często pretensje. Jednak wciąż rozliczamy się z obrazów w naszej głowie. Jak powiesz to na głos / napiszesz to przecież brzmi to nawet śmiesznie, prawda?

A jednak ja to robię, Ty to robisz. Wszyscy to robimy.

Coś Ci zdradzę. Nikt nigdy nie przyjdzie Cię rozliczyć z Twoich własnych oczekiwań. Możesz to zrobić tylko Ty. Zastanów się, czy warto. Zastanów się, czy to nadal są Twoje oczekiwania. Zastanów się, czy naprawdę jesteś zawiedziony obrazem, który masz przed oczami, tylko dlatego że kiedyś miałeś/miałaś inne kredki? Popatrz na to, co masz przed sobą. Czy naprawdę nie podoba Ci się ten widok? Jeśli tak, to pamiętaj, że nigdy nie jest za późno, żeby wziąć kredki w swoje ręce i zacząć od nowa. Wziąć kolejną czystą kartkę. Nie obiecuję Ci, że się uda. Ale obiecuję Ci, że lepiej Ci się będzie żyło w świecie malowanym własną kreską. Aktualną kreską. Nawet jeśli czasem wyjedziesz za linie.